wtorek, 4 lutego 2014

Beata Andrzejczuk: Bardzo lubię swoją pracę! [wywiad cz.1]

Bardzo lubię swoją pracę!
wywiad z Beatą Andrzejczuk (część pierwsza)

Patrycja Guzek: W dzieciństwie lubiłaś czytać książki?
Beata Andrzejczuk: Książki początkowo czytała mi babcia, potem bardzo szybko zaprowadzono mnie do biblioteki. W moim rodzinnym domu, książki były wszędzie. Dosłownie się o nie potykałam. Nie sposób więc było nie czytać. 

Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
Taka prawdziwa, to gdy przyjechałam do Wrocławia, czyli dość późno. Miałam za sobą dość traumatyczne przeżycia i w ten sposób chyba odreagowywałam. Potem znajomi, mąż namówili mnie, bym wysłała jakieś opowiadanko na konkurs literacki. Wysłałam. Dostałam wyróżnienie. Drugi konkurs - nagroda, trzeci konkurs - nagroda i uwierzyłam, że to, co lubię, bo pisanie sprawiało mi przyjemność, również potrafię robić nieźle. Jakieś pół roku temu przeglądałam opowiadania z początków swojego pisania. I niektórych nie powstydziłabym się dzisiaj.

Jesteś laureatką wielu nagród literackich. Któraś z nich jest dla Ciebie wyjątkowa?
Wszystkie cieszą tak samo. To uznanie dla mojej pracy. Motywują, ale są mniej ważne niż uznanie czytelników, bo dla czytelników się pisze, nie dla nagród.

Skąd czerpiesz pomysły do pisania?
Z życia, obserwacji ludzi, zdarzeń. W końcu z własnej wyobraźni.

A co jeśli weny do pisania brak, zdarzają się takie chwile w Twoim życiu?
Jasne, że zdarzają. Mimo wszystko siadam i piszę. Jedno zdanie pociąga za sobą drugie i jakoś to wszystko idzie do przodu, a potem okazuje się, że to, co wyszło, wcale nie jest takie złe. Po prostu w takim czasie, gorzej się pisze.

Literatura dziecięca/młodzieżowa jest wg Ciebie jako pisarki trudnym gatunkiem?
Literatura zwłaszcza młodzieżowa jest moim zdaniem bardzo trudnym gatunkiem, zwłaszcza, gdy pisze ją osoba dorosła, a zauważmy, że 99% literatury dziecięcej i młodzieżowej piszą osoby dorosłe. Potrzeba bardzo dużo empatii i zrozumienia, by taką literaturę tworzyć.
Seria "Pamiętnik nastolatki" osiągnęła niezwykły sukces. Jaka była geneza powstania pierwszej części?
To był pomysł mojego wydawcy. Chciał zaeksperymentować. Zobaczyć, czy jesteśmy w stanie trafić do tej grupy odbiorczej, książkami niosącymi pewne wartości, książkami bez przemocy, bez seksu, bez wampirów. No i udało się.

Spodziewałaś się, że wydanie tej książki zaskutkuje aż takim zainteresowaniem wśród młodzieży?
Nikt się nie spodziewał. ,,Pamiętnik nastolatki" to miała być tylko jedna książka, dlatego na części pierwszej nie ma jedynki. Odbiór jednak był tak dobry, że zdecydowaliśmy się na kontynuację. Mieliśmy skończyć na trójce. Nie pozwoliły czytelniczki, więc kontynuacja trwała, aż do siódemki.

Otrzymujesz zapewne mnóstwo listów/e-maili od swoich czytelniczek. Uważasz, że niektóre z nich traktują Cię jak przyjaciółkę?
Z niektórymi jestem bardzo blisko. Mówią mi o swoich przeżyciach, problemach, o tym co czują, co myślą, ale piszą też dziewczyny, które nigdy wcześniej nie pisały. Opisują swoje przeżycia i kończą e-maila słowami: "Chciałam Pani Beatko, aby Pani o tym wiedziała".

Często masz okazję spotykać się ze swoimi fankami? Lubisz takie spotkania?
Spotykam się z fankami na spotkaniach autorskich, ale szczerze powiedziawszy wolę takie prywatne, indywidualne, chociaż dziewczyny z Łodzi i Jarosławia, jeszcze z Chobieni zorganizowały mi takie spotkania autorskie, o których można tylko pomarzyć. Uwielbiam też spotkania w Dobrzeniu Wielkim. To fantastyczna szkoła, jedna z nielicznych, gdzie nauczycielom, Paniom Bibliotekarką się chce. One pracują z pasją. Organizują takie akcje, że się w głowie nie mieści: Noce z Mitologią, Noce z Zumbą, Festiwale Literatury, długo by wymieniać.

CDN.

1 komentarz:

Dziękuję za wizytę na moim blogu. Będzie mi miło jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Pozdrawiam :)