niedziela, 27 kwietnia 2014

#2 Ja i... bulwersacje tygodnia

 Tydzień, który właśnie dobiega końca był pełen nadzwyczajnych sytuacji, których niestety byłam świadkiem. Nie mogłam przejść wobec nich obojętnie i bez względu na wcześniejsze plany innej tematyki tego wpisu, postanowiłam trzy najbardziej 'spektakularne' sytuacje dziś Wam przedstawić.


BILET KOLEJOWY
Student X postanawia skorzystać jak co dzień z transportu publicznego w celu dotarcia na uczelnie. Pociąg Kolei Śląskich zatrzymuje się na jego stacji, student X wchodzi do pociągu i w tym momencie uświadamia sobie, że zapomniał w domu legitymacji. Bilet ulgowy wcześniej kupił w kasie. Z nadzieją, że konduktor nie przyjdzie sprawdzić biletu przez dojazdem do kolejnej stacji, znajdującej się 2minuty dalej. (W KŚ obowiązuje zasada, że bilet kupowany w pociągu, gdy na stacji gdzie znajduje się kasa, jest o 5złoty droższy.) Ale niestety... Student X nie ma dziś szczęścia. Po chwili podchodzi konduktor w celu weryfikacji biletu. Załamany student X informuje o zaistniałej sytuacji. Co robi konduktor? Unieważnia bilet ulgowy, zwrot pieniędzy i nabija bilet normalny + opłatę 5zł.
Co mnie zirytowało w tej sytuacji? Fakt, że student X miał zakupiony bilet, co prawda z ulgą, ale w momencie jego zakupu nie był świadomy faktu, że nie ma legitymacji. Rozumiem gdyby ktoś nie miał biletu, wszedł do pociągu i pomimo otwartej kasy chciał zwyczajnie kupić bilet u konduktora. Ale tutaj? W momencie wejścia do pociągu nie było możliwości powrotu do kasy i zakupu właściwego biletu, a czekanie ponad godzinę na kolejny pociąg również było niemożliwe.
Zawsze miałam szacunek do Kolei Śląskich, ale w ostatnim czasu coraz bardziej mnie rozczarowują. Przykre, ale prawdziwe. 
Tym sposobem student X znacznie ograniczył swój budżet i zamiast 7.84zł. stracił 21zł.


KALAFIOR
Jesteśmy w jednej z gliwickich biedronek. Pani Y, kobieta koło 50tki, stoi przede mną w kolejce, w koszyku ma kalafior. Rozkłada zakupy na ladzie. W tym samym momencie prawdopodobnie kierownik sklepu (nie wiem czy to dobra nazwa, ale mam na myśli kogoś kto zarządza całym sklepem, a raczej całą siecią w mieście) poprawia kamerę, która znajduję się zaraz przy wyjściu. Po chwili podchodzi do kasy i naskakuje na panią Y. Oskarżenie, które pada: "Oskubała pani tego kalafiora", pani Y patrzy na niego zdezorientowana, po czym kierownik dodaje, że zrobiła to specjalnie by mniej za niego zapłacić, zaczyna snuć teorie, że przez to pracowniczki nie dostaną premii itp. Zaskoczona pani Y i zakłopotana sytuacją tłumaczy, że nigdy wcześniej nie spotkała się z tym, żeby kalafior był na wagę. (To prawda, zwykle jest na sztuki...) Kierownik odszedł. Pani Y mówi mi, że oderwała te liście tylko dlatego by mieć lżej. Kasjerka skasowała produkty pani Y, przyszła kolej na mnie. Na horyzoncie jednak pojawia się kierownik.. Idzie mając w ręce 2 sztuki liści z wspomnianego kalafiora, ku mojemu zdziwieniu liście te przypominały co najwyżej dwa średnie liście klonu.
Sytuacja była komiczna, biorąc pod uwagę wagę całego kalafiora te liście stanowiły jakiś 1% całej wagi, a on przyszedł z nimi w celu dołączeniach ich do rachunku pani Y. Dobrze, że odeszła już od kasy, a dokładniej mówiąc była w trakcie pakowania zakupów, bo ta sytuacja była jedynie jego niezrealizowanym zamiarem.


ŻEBRAK
Idę na dworzec PKP, będąc już w budynku zmierzam w kierunku samoobsługowego automatu z biletami. Jak zawsze widzę już z daleka żebraka Z, który stale siedzi tam prosząc o pieniądze. Na moje oko jest schorowany, ma kłopot z nogami, nie przyglądałam się nigdy, bo po prostu nie wypada, ale mniej więcej tak to tylko wygląda. Tym razem jednak nie był sam, widzę jak schyla się ku niemu mężczyzna A. Na pierwszy rzut oka myślę: może to jakaś forma ewangelizacji albo być może dał mu jakieś pieniądze i chce się czegoś więcej o nim dowiedzieć. Zbliżam się i wreszcie słychać o czym rozmawiają. I w tym momencie doznaję szoku... Mężczyzna A jest spokrewniony z Z. Ale to jeszcze nic... Straszy go, że nie ma na jedzenie itp., Z chyba się boi, więc mężczyzna A dodaje: "Siedź tu i nie bój się, będę po Ciebie wieczorem". I odchodzi... Dodajmy, że jest godzina 7.46. W tym momencie ja skręcam nieco bardziej na lewo, by zbliżyć się do wspomnianego automatu z biletami i mam okazję zobaczyć twarz A. Co widzę? Cwaniacki uśmiech, wręcz radość... Przez następną godzinę nie potrafiłam się pozbierać po tym, co zobaczyłam. Nie wiem i nie rozumiem jak można tak wykorzystywać ludzi?! Do tego własnych bliskich?! A co najgorsze schorowanych... Nie wiem jak można być tak okrutnym...


Co sądzicie o tych sytuacjach? Jak Wy byście się zachowali? Czy tylko w naszym kraju takie sytuacje są na porządku dziennym?

14 komentarzy:

  1. Pierwsze dwie sytuacje coś mi bardzo przypominaj ale nie wiem dokładnie co takiego ; p

    A co do ostatniej sytuacji to na prawdę bardzo przykro, ale na świecie jest pełno osób wykorzystujących słabszych alby zarobić i mieć święty spokój i się nimi nie zajmować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś chyba nie zna języka polskiego :D

      No niestety tak już jest... nic się nie poradzi.. ;(

      Usuń
  2. Co do biletu- niech student X cieszy się, że mimo wszystko mandatu nie dostał. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w KŚ mandatów nie dają, wypraszają na kolejnej stacji :)

      Usuń
  3. Przeczytałam to o kalafiorze.. jeju jaka dziwna sytuacja. Ten facet był chyba zły i szukał sobie problemów.

    http://feel-that-moments.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety ludzie są dziwni... taki świat..

      Usuń
  4. Z kalafiorem genialne :D haha

    OdpowiedzUsuń
  5. Facet od kalafiora-paranoja, a żebrak, no cóż, tutaj dwie dorosłe osoby, a spotyka się matki wykorzystujące w taki sposób swoje dzieci, nawet nie wiem jak to nazwać.

    OdpowiedzUsuń
  6. U Ciebie jest jeszcze przyjemniej niż u mnie.
    Co do pierwszej sytuacji. Konduktor to straszny służbista, dla którego liczą się tylko i wyłącznie statystyki. Przykre.
    Druga sytuacja. Nie wiem co powiedzieć, bo dla mnie to...Boże, widzisz i nie grzmisz. Miałam podobną sytuacje w supermarkecie z chlebem, z tym, że mnie uczepił się ochroniarz.
    Co do trzeciej. Nie skomentuję tego, bo wstyd mi, że żyję w takim kraju, w którym człowiek wykorzystuje drugiego człowieka.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkie trzy sytuacje są przekomiczne i pozytywne. Przyjemnie się je czytało. Człowiek wykorzystuje drugiego człowieka od zarania dziejów. Bo są ludzie nieemocjonalni i bezwstydni, oraz ludzie empatyczni, słabsi, lub dobrodoszni. Wiadomo, którym jest lepiej. A kierownik to sknera. :))
    Zapraszam:
    Kocie-slepia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, dobrze się to czyta. Konduktor studenta potraktował bardzo ulgowo. Za moich czasów studenckich, student dostał (by) karę 400 zł i do tego zmusił kupić jeszcze właściwy bilet. Ale na każdej stacji były kasy, na peronach kwiaty, poczekalnie z telewizorem i czarne lokomotywy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kalafior to po prostu śmiech na sali... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety ludzie są okropni ;(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na moim blogu. Będzie mi miło jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Pozdrawiam :)