piątek, 20 lutego 2015

Asiu, niech dobry Bóg zawsze Cię za rękę trzyma...[*]


W styczniu miało miejsce bardzo zaskakujące i niestety bardzo niepomyślne dla mnie wydarzenie. Dowiedziałam się o tym, że moja znajoma, Asia Wojciechowska, z którą przeprowadzałam w listopadzie wywiad, zmarła. Wiadomość niczym grom z jasnego nieba. Myślałam, że źle widzę, gdy to przeczytałam. Zupełnie nie mogłam pozbierać myśli. Jak to? Dlaczego akurat teraz? Dlaczego ona? Odkąd tylko ją poznałam była w moich oczach wulkanem energii, siły, uśmiechu. Zawsze pozytywnie nastawiona pomimo tylu życiowych przeciwności. Wzór do naśladowania.
Widząc jak walczy, jak się stara, od razu zmieniało się moje patrzenie na świat. Uwielbiałam obserwować jak się cieszy ze swoich małych sukcesów, z drobiazgów, których zwykle my, pełnosprawni ludzie, nie dostrzegamy. 
Jeszcze niedawno ustalałyśmy, że wkrótce się spotkamy, że będzie kolejny wywiad. Plany, plany i jeszcze raz plany...
Dziś mija już ponad miesiąc, gdy jej nie ma... Brakuje mi rozmów z nią, których z perspektywy czasu było znacznie za mało, żałuję, że nie wykorzystałyśmy tego czasu, póki był on nam dany. Brakuje mi jej wpisów, informacji o postępach, o tym ile udało jej się ustać na nogach. Niby banalne, a jednak. Tak wiele tkwi w szczegółach, tyle magii i tajemnicy, tyle radości i pozytywów. 
Pamiętajmy o tym, że trzeba się cieszyć każdą chwilą, a Joasia i jej postawa niech będą dla nas drogowskazem.
Asiu, nigdy o Tobie nie zapomnę i zawsze będę ciepło wspominać... Dziękuję Ci za wszystkie chwile i ludzi, których dzięki Tobie poznałam.






 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę na moim blogu. Będzie mi miło jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Pozdrawiam :)