sobota, 6 maja 2017

Historia pewnej kartki...

Autor: Małgorzata Gradek
Długo chodziłam z myślą, aby podzielić się z Wami tą historią, ale do pewnych rzeczy czasami najpierw trzeba nabrać dystansu.
Nie ma dnia, abym na tą kartkę nie spojrzała. Dokładnie pamiętam dzień, w którym ją dostałam i okoliczności. Deszczowy, listopadowy dzień, pół roku temu. Przyjechała do mnie Małgosia - nasze drugie spotkanie, tym razem u mnie. Swoją drogą, przy pierwszym było równie deszczowo. Ale pogoda nie była ważna, bo te spotkania były na tyle wyjątkowe, że żadnej z nas nawet nie chciało się narzekać na pogodę.
W pewnym momencie Gosia nieśmiało zaczęła wyciągać coś ze swojej torebki. Moim oczom ukazała się laurka, którą chwilę później Małgosia mi podarowała ze słowami: "To tak na szybko, następnym razem bardziej się postaram i narysuję coś bardziej artystycznego."
Chyba pierwszy raz w życiu dostałam, tak po prostu, bez okazji coś zrobionego własnoręcznie. Przyzwyczaiłam się, że to zwykle ja ludzi obdarowuje handmade'ami, więc zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.
Z Gosią poznałam się kilka lat temu właśnie przez tego bloga. Napisała do mnie wiadomość, w której w skrócie dziękowała mi za mój optymizm i wpisy, które bardzo ją podbudowały i zainspirowały. Przez całą naszą znajomość często powtarzała mi, że moje pasje motywują ją do wielu rzeczy. Było to dla mnie bardzo miłe i czułam się niejako odpowiedzialna za jej rozwój. Małgosia miała wspaniały talent do rysowania, który doceniałam jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę, że sama nie narysowałabym nawet najprostszego rysunku, które przypominałby to, co powinien. O ile handmade jakoś mi idzie, to rysowanie odpada na starcie.
Bardzo chciałam ją poznać na żywo, ale wciąż coś nam to uniemożliwiało, a nasz kontakt pomimo tego, że stały, był dość rzadki. Ale w zeszłym roku nasza częstotliwość pisania bardzo się poprawiła, znacznie częściej ze sobą rozmawiałyśmy, w końcu nawet udało się spotkać i obie lekko żałowałyśmy, że tak późno. To spotkanie było dla nas bardzo wyjątkowe - rozmawiałyśmy o wielu rzeczach: takich zwyczajnych i niezwyczajnych, i obie dobrze wiedziałyśmy, że ten dzień bardzo wiele wniósł do naszego życia. Byłyśmy różne, a jednocześnie w wielu kwestiach takie same. To był dzień, w którym cieszyłam się, że wreszcie mam jakąś koleżankę, taką na stałe, taką która mnie rozumie, taką na którą mogę liczyć i która nie odzywa się tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje.
Na Boże Narodzenie wysłałam jej kartkę i nasze zdjęcia ze spotkania. Bardzo się ucieszyła, nie spodziewałam się, że ktoś może tak cieszyć się z potencjalnie zwyczajnych zdjęć. Miałyśmy się spotkać kolejny raz po nowym roku. Nie wyszło i nie wyjdzie, bo po tym nowym roku wszystko się skończyło. Od 4 miesięcy Gosi nie ma wśród nas.
Zwykle znajomości się kończą, bo ktoś o nas zapomina, przestajemy być potrzebni, relacja się wypala. W tym przypadku było kompletnie inaczej. Straciłam wspaniałą koleżankę, która była zdrowa, piękna i młoda, niewiele starsza ode mnie, świeżona upieczona pani magister, kochała życie i miała wiele marzeń, o których jeszcze nie tak dawno mi opowiadała. No cóż, ja też mogę swoich nie zdążyć zrealizować, Ty też albo Twoi bliscy. To chyba, niestety, najlepszy przykład na to, że nigdy nie wiemy, co stracimy kolejnego dnia, że nigdy nie wiemy kiedy widzimy kogoś ostatni raz, że powinniśmy doceniać to, co mamy i ludzi, których mam dookoła siebie. Nic nie jest dane nam na zawsze.
Żałuję, że tak późno spotkałyśmy się na żywo, ale cieszę się, że w ogóle to się wydarzyło. Może Jej już tu nie ma, ale została po niej cząstka w postaci tej kartki, wyjątkowej kartki.
 
Doceń to, co masz, póki to jeszcze masz.

8 komentarzy:

  1. Niestety nie doceniamy tego, co mamy. Twój wpis wywołał we mnie wiele emocji...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając Twój wpis mam łzy w oczach. Nie wiem, co napisać... Smutek i żal :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne słowa, Patrycjo!
    Rzadko doceniamy spotkanych osób na swojej drodze.
    Dzięki Gosi masz fajne wspomnienia.
    Chroń tą śliczny rysunek.
    Dzięki Niemu Twoja pamięć o Gosi jest wciąż żywa.

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo miłe uczucie dostać ręcznie robiona rzecz:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po raz pierwszy nie wiem co napisać w komentarzu. Zaszokował mnie ten post. Kartka bardzo ładna. Nie spodziewałam się takiego zakończenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo poruszyłaś mnie tym wpisem. W takich chwilach w głowie ,,odpalają'' mi się słowa: ,,Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą''.

    OdpowiedzUsuń
  7. Taka bezcenna karteczka ...

    OdpowiedzUsuń
  8. O Boże strasznie mi przykro. To takie nie fair, że bóg (celowo pisane z małej litery, bo jakikolwiek by nie istniał i w jakiegokolwiek byś nie wierzyła) zabiera tych, którzy mogliby jeszcze wnieść tyle dobrego w życiu. Znajoma starała mi się to tłumaczyć tak, że ta osoba jest teraz potrzebna bardziej w niebie (jakiekolwiek niebo by nie istniało), teraz tam czekają na pozytywną energię/piękne obrazy/genialny głos/etc.
    Nam bardzo ciężko się z tym pogodzić, w pewnym sensie rozumiem Twój smutek i żal :(
    Mogę Cię tylko pocieszyć faktem, że umieranie nie jest czymś strasznym i koszmarnym - ale chyba tylko dla osoby która umiera. "I know that, I've been there"... jedyne co ja osobiście czułam, to żal, że mogłam tak wiele, ale zabrakło mi odwagi. Sama dostałam drugą szansę i wiem, że jej nie zmarnuję, tylko czasami nachodzi mnie taka myśl 'dlaczego ja? czemu nie ktoś inny? nie jestem ani wyjątkowa, ani genialna... bóg mógł wybrać kogoś lepszego do zostawienia...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na moim blogu. Będzie mi miło jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Pozdrawiam :)