282. "Jeśli już coś robię, robię to najlepiej, jak umiem." - wywiad z Michaliną Olszańską [archiwalny wpis www.patrycjaa.ubf.pl]

Kochani! :)
Dziś przedstawiam Wam mój wywiad z Michasią Olszańską. Jest to niesamowicie utalentowana i ambitna młoda dziewczyna, studentka Akademii Teatralnej.
Niezmiernie się cieszę, że pomimo wielu zajęć udało jej się znaleźć czas i odpowiedzieć na moje pytania.
O tym jaka jest, co wypełnia jej czas, o najbliższych planach i nie tylko dowiecie się z naszej rozmowy.
Gorąco polecam i zapraszam! :)

"Jeśli już coś robię, robię to najlepiej, jak umiem."

Wywiad z Michasią Olszańską

Patrycja Guzek: Jaka jest Michasia Olszańska?
Michalina Olszańska: Hmm, opisywanie siebie samego to najtrudniejsze z zadań, bo nie mamy dystansu. Wiemy, jakim chcielibyśmy być postrzegani, a to często nie pokrywa się z rzeczywistością. Ale spróbuję jak najbardziej obiektywnie... Na pewno jestem stoikiem. Nie znoszę podnoszenia głosu, w ogóle konfliktów, zawsze staram się łagodzić sytuację. A jednocześnie jeśli mam cel, wpadam w trans i nie spocznę, póki go nie osiągnę. Dostałam kiedyś od rodziców pocztówkę z napisem: „Boże, udziel mi cichej wytrwałości fal”. I to jest moje motto.

Od najmłodszych lat grasz na skrzypcach, dlaczego wybrałaś akurat ten instrument? Pamiętasz jeszcze swój pierwszy występ?
Oczywiście, że pamiętam. To było w Pałacu na Wodzie w Łazienkach, moja mama miała koncert kolęd i zabrała mnie ze sobą. Nigdy nie zapomnę nawet sukienki, którą wtedy założyłam - srebrzystej, wypożyczonej specjalnie na tę okazję. To jedno z takich bardzo ważnych, przełomowych wydarzeń w życiu. Dlaczego wybrałam skrzypce? Powiem szczerze, że nie wiem. Rodzice przedstawili mi dwie opcje: skrzypce i pianino, a jakoś fortepian mnie nie pociągał. Nie byłam jednym z tych dzieci, które usłyszawszy dźwięk skrzypiec w wieku trzech lat oszalały i obwieściły, że muszą grać. Do szkoły muzycznej poszłam w dość naturalny sposób, połowa mojej rodziny to muzycy, a miłość do instrumentu dojrzewała z czasem.

Na tym jednak nie kończy się Twój związek z muzyką, dodatkowo piszesz i komponujesz sama piosenki, skąd czerpiesz inspirację do ich tworzenia? Planujesz wydać płytę ze swoimi utworami?
Wychowałam się na klasycznych bajkach Disney'a i jako dziecko przekonana byłam, że każdy człowiek w ważnych dla siebie momentach życia chodzi i śpiewa. Tak, jak księżniczki w bajkach. Więc od najwcześniejszych lat układałam sobie piosenki adekwatne do tego, jak się w danej chwili czułam. Do dziś jest to dla mnie forma autoterapii, najbardziej osobista dziedzina sztuki, którą uprawiam. I tak, jak zawsze wiedziałam, że chcę wydać książkę i grać w filmach, tak śpiewać mogłabym tylko dla siebie. Ale nie wykluczam, że kiedyś będę chciała wypuścić na świat jakąś piosenkę. Na razie za wiele innych rzeczy się dzieje, a na tym musiałabym się mocno skupić.

Czym dla Ciebie jest muzyka?
Chyba mogę powiedzieć, że religią. Uważam, że muzyka to most dla duszy między światami. Musi pochodzić z jakiegoś innego wymiaru, bo to jedyna dziedzina artystyczna, w której człowiek nie naśladuje natury. Całkowicie abstrakcyjna. Muzyka była zawsze obecna w moim życiu w ten czy inny sposób. To nierozerwalna część mojej osobowości.

W zeszłym roku dołączyłaś do obsady „Barw Szczęścia”, jak trafiłaś na plan tego serialu?
Na początku moja postać miała być epizodyczna, ale jakoś tak wyszło, że produkcja postanowiła ją rozwinąć, co mnie bardzo cieszy i tak trafiłam do obsady.

Co sądzisz o swojej bohaterce Tinie? Dostrzegasz wspólne cechy między wami?
Tina jest bardzo zagubioną osobą. Wygrała telewizyjne show i z dnia na dzień stała się bardzo popularna. Taki rodzaj popularności jest niebezpieczny, ponieważ zwykle, aby dojść do czegoś, pracuje się na to przez lata, co kształtuje charakter, hartuje. Tina została rzucona od razu na głęboką wodę, dodatkowo omotana przez starszego mężczyznę, od którego była zależna też zawodowo. Co rusz słyszy się historie o nastoletnich gwiazdach, które nie wytrzymały presji, wpadły w nałogi, depresję. Tina jest trochę jak przestraszone zwierzątko, kierujące się bardziej instynktem, bo nie do końca rozumiejące otaczający go świat. Szuka oparcia u boku kolejnych mężczyzn i wychodzi na tym coraz gorzej. W zasadzie moja bohaterka jest moim przeciwieństwem, więcej nas różni niż łączy. I to jest super dla mnie jako dla aktorki, bo mam co grać, z czym się zmierzyć. Ale jeśli miałabym znaleźć podobieństwo, no to na pewno byłaby to miłość do muzyki (choć mamy z Tiną zdecydowanie inny gust) i... kochliwość ;) Tina jest ekstremalnie kochliwa, ja mam tę samą wadę, różnica tylko polega na tym, że u niej to wchodzi w toksyczność. Tina ma tendencję do stawania się ofiarą w związku. Mnie się to nie zdarza, mam mocno rozwinięty instynkt samozachowawczy ;)

Jak ocenisz atmosferę panującą na planie? Dobrze współpracuje Ci się z innymi aktorami? Udało Ci się z kimś zaprzyjaźnić na planie?
Uwielbiam być na tym planie! Ekipa jest świetna, atmosfera cudowna, jestem tam szczęśliwa. Dla mnie to też przede wszystkim ogromna nauka, bo granie w serialu wbrew pozorom jest trudnym zadaniem, jeśli chce się to robić dobrze, a nie olewa, tłumacząc, że robi się to tylko dla pieniędzy. A niestety sporo jest takich ludzi – dla mnie takie podejście to duchowa prostytucja. Jeśli już coś robię, robię to najlepiej, jak umiem. Może mi nie wyjść, ale się staram. Moja scena to moja działka, biorę za nią pełną odpowiedzialność. A trud grania w serialu polega na tym, że ciągle brakuje czasu. Trzeba w ciągu sekundy wejść w daną emocję, prób jest mało i czasem to naprawdę ekstremalne zadanie. W dobrym filmie fabularnym pracuje się nad rolą, cyzeluje detale, a tu trzeba szybko. A jednocześnie nie po wierzchu, przynajmniej ja staram się dać zawsze sto procent. Ale dobrze mi się pracuje z kolegami w „Barwach”. Zżyłam się z nimi – z Olgą, Martą, Markiem, Bartkiem... Z Erykiem, który gra Kubę, mojego chłopaka, studiuję na jednym roku w Akademii Teatralnej. Więc jest bardzo rodzinnie ;)

Jako fotomodelka współpracowałaś z wieloma wybitnymi fotografami, jak zaczęła się ta przygoda? Któraś z sesji była dla Ciebie szczególnie wyjątkowa?
Kiedy miałam 15 lat, zauważył mnie na ulicy pewien fotograf i chciał zabrać do Stanów na szereg sesji. Moi rodzice nie wyrazili wtedy zgody. Ale dwa lata później robiłam zdjęcia na okładkę do książki i tak się zaczęło. Poznawałam coraz to nowych fotografów, nabierałam doświadczenia. Ale najważniejszą dla mnie osobą w tej dziedzinie, a i w ogóle bardzo ważną w życiu jest Olga Stachwiuk, fotografka, która w zasadzie nauczyła mnie fotomodelingu. I przede wszystkim ogromnej świadomości własnego ciała.

W jakim wymarzonym miejscu chciałabyś stanąć przed obiektywem?
Nie stanąć, a unosić się! Marzy mi się bardzo podwodna sesja! Nie musi być nawet rafa koralowa w Tajlandii, wystarczy basen.

Jesteś autorką kilku książek, mając zaledwie 15 lat napisałaś długą powieść „Dziecko Gwiazd Atlantyda”. Skąd pomysł na jej napisanie? Komu poleciłabyś jej przeczytanie?
Skąd pomysł to nie potrafię powiedzieć. To zwykle wypadkowa bardzo wielu czynników. Ale do pisania ciągnęło mnie zawsze, tak jak do muzyki. Rodzice bardzo dużo czytali mi w dzieciństwie, więc to wyszło też naturalnie. A komu bym poleciła lekturę moich książek? Cóż, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu „Dziecko Gwiazd Atlantyda” okazała się ciekawić nawet bardziej dorosłych, niż dzieci. Może dlatego, że zawsze fascynowałam się symbolizmem, religiami, mistycyzmem i na swoje nastoletnie wówczas możliwości naszpikowałam fabułę wieloma odniesieniami, których dzieci nie są w stanie odczytać. Bo tym się trzeba specjalnie pasjonować. Dorośli mają po prostu szerszą wiedzę i niektóre metafory są dla nich jasne.

Co sądzisz na temat czytelnictwa w Polsce?
Myślę, że to pytanie powinno się uczcić minutą ciszy. Nie da się ukryć, że jest tragicznie. Trzeba przyznać, że historycznie czytelnictwo nigdy nie było narodowym „sportem” Polaków, ale to, co się dzieje teraz, to już zahacza o apokalipsę. Brałam w tym roku udział w akcji „Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”, w której znane osoby zachęcały do czytania. Nie wiem, czy to coś da, ale naprawdę apeluję, żeby czytać. Cokolwiek, to może być nawet najbardziej szmatławe fantasy czy harlekin! Bo czytanie, ten wysiłek, jakim jest wyobrażanie sobie tego, co autor przedstawia nam w słowach, po prostu rozwija mózg. A ludzki mózg jest z natury leniwy i ma tendencje raczej do „zwijania się”. Więc czytajmy dla zdrowia.

Jedną z Twoich pasji jest również rysowanie, co najbardziej lubisz rysować? Wykonujesz także ilustracje do swoich książek, opowiadań?
Nie ilustruję swoich książek z jednego powodu – nie uważam, żeby moje rysunki były dość dobre. To już naprawdę jest tylko hobby, wiele osób rysuje. Najbardziej lubię szkicować karykatury – ludzi bądź sytuacji - to mnie odpręża, pozwala odreagować. Jeżeli ktoś mnie zdenerwuje, po prostu rysuję go sobie w zabawnej sytuacji i od razu nie tylko mija mi złość na niego, ale zaczynam go bardzo lubić.

Skąd u Ciebie tyle kreatywności? Piszesz książki, grasz na skrzypcach, występujesz w „Barwach Szczęścia” i wiele innych – prawdziwy człowiek pasji, jak udaje Ci się znaleźć na to wszystko czas?
Jest takie mądre przysłowie: brakuje ci czasu – znajdź sobie jeszcze jedno zajęcie. Na pewno wiele osób zauważyło, że najmniej robią w wakacje. Nie dlatego, że odpoczywają, ale ponieważ pozwalają sobie na wielkie „nie-chce-mi-się”. Ile razy obiecujemy sobie, że w wakacje porobimy coś, co nas interesuje, a potem nie mamy na to siły. Ja nauczyłam się dosłownie kraść czas. Od gimnazjum wstaję o 5 rano, bo kiedyś to był jedyny moment, w którym mogłam pisać. Teraz często o 5 podjeżdża po mnie samochód na plan ;) Poza tym uważam, że jeśli się coś bardzo kocha, zawsze się znajdzie na to czas. A ja mam to niebywałe szczęście, że robię to, co naprawdę kocham. Więc będę to robić do ostatniej kropelki krwi. A potu to już na pewno!

To co robisz daje Ci poczucie spełnienia i życiowej satysfakcji?
Tak, zdecydowanie. Czasami się zastanawiam, czy czegoś nie tracę przez ten ciągły pęd i dochodzę niezmiennie do wniosku, że owszem, tracę, ale wcale tego nie żałuję. Bo monopolu na przepis na szczęście nie mają wcale amerykańskie filmy familijne. Nie trzeba mieć domu z ogrodem, męża, trójki dzieci i labradora, żeby czuć się spełnionym. Ani góry pieniędzy. Najważniejsze to jak najszybciej zdać sobie sprawę kim się jest i czego się pragnie, i nie dać nikomu wmówić sobie, że jest inaczej.

W przyszłości wolałabyś zostać cenioną pisarką, popularną wokalistką czy wybitną aktorką, a może zamierzasz to wszystko połączyć w jedną całość?
Na pewno aktorką i na pewno będę pisać. Jako dziecko próbowałam wielu rzeczy, moi rodzice zachęcali mnie do rozwoju w różnych kierunkach, dlatego gram na skrzypcach, piszę, rysuję, śpiewam no i za rok skończę Akademię Teatralną. Ale zdaję sobie sprawę, że żeby robić coś naprawdę dobrze, trzeba się temu oddać całkowicie. Dlatego powoli sobie segreguję priorytety. Jak mówiłam, rysowanie zeszło na pozycję hobby, skrzypce to też już nigdy nie będzie mój zawód. Ale aktorstwo i pisanie to wielkie miłości i mam nadzieję, że uda mi się je połączyć.

Masz jakiś szczególny sposób na spędzanie czasu wolnego?
Na razie jestem zdiagnozowaną pracoholiczką, więc w wolnym czasie zwyczajnie odsypiam. Ale lubię też poczytać książkę, obejrzeć film. No i pływam! Kocham wodę, to już zahacza o hydrofilię, byłam i jestem wodnym stworem. Więc jeśli wakacje, to nad morzem!

Jakie cechy cenisz sobie najbardziej u ludzi, a jakie wartości w życiu?
U ludzi pogodę ducha. Nienawidzę całym sercem cynizmu, uważam, że to rak duszy. Kiedy ma się pogodę ducha, to wszystko musi ostatecznie ułożyć się dobrze. Poza tym uwielbiam ludzi z poczuciem humoru, w wypadku mężczyzn to dla mnie w ogóle miara atrakcyjności. I najważniejsza cecha – ciepło. Trzeba szukać w sobie ciepła. Z wartościami życiowymi jest trochę trudniej. W tej chwili najważniejsza jest dla mnie sztuka, ale przecież niewykluczone, że za parę lat zegar biologiczny się wścieknie i skończę jako szczęśliwa matka piątki dzieci i żona – podpora męża. Szczerze w to wątpię, ale niezbadane są wyroki losu. Na razie nie jestem zbytnio rodzinna, ale cenię i podziwiam ludzi, dla których rodzina jest najwyższą wartością. To piękne.

Gdybyś miała taką możliwość to o co poprosiłabyś złotą rybkę?
Chciałabym oddychać pod wodą. Naprawdę! :D

Postawiłaś sobie jakieś kolejne cele artystyczne na najbliższy czas?
Tak, w te wakacje chcę skończyć zbiór opowiadań, baśni dla dorosłych, które piszę do grafik pewnej malarki. Bardzo jestem tym podekscytowana, bo grafiki są świetne! Poza tym przygotowuję się do kilku filmów. No i to są na razie priorytety.

Planujesz wybrać się w tym roku na wakacyjny odpoczynek?
I tu jest właśnie problem, bo nie wiem, czy mi się uda. Bardzo dużo różnych rzeczy mi się skumulowało, ale mam nadzieję, że uda mi się jakimś last minutem wyrwać chociaż na tydzień nad ciepłe morze. Potrzebuję tego bardzo, to takie naładowanie akumulatorów na cały rok.

Mogłabyś pozdrowić swoich fanów i czytelników mojej strony www.patrycjaa.ubf.pl?
Oczywiście pozdrawiam bardzo ciepło wszystkich, dla których tworzę moje światy – książkowe, filmowe, muzyczne. Bez Was to by nie miało sensu, można powiedzieć, że ja tym światom nadaję formę, a Wy tchniecie w nie życie. Także mam nadzieję, że jeszcze sporo razem potworzymy :)


Dziękuję Michasi na przesłanie i udostępnienie zdjęć :)


POST ARCHIWALNY Z WWW.PATRYCJAA.UBF.PL
http://patrycjaa.ubf.pl/news.php?readmore=294

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

8 pomysłów na jesienne dekoracje DIY

Boże Narodzenie w listopadzie?

Ewelina Ruckgaber: Marzę o roli, w którą musiałabym włożyć wiele pracy

Statystyka

Zakaz kopiowania treści

Prawa autorskie zastrzeżone. Ust. z dn. 4.02.1994r. Dz. U. 1994, nr 24, poz.83 Sprostowanie: Dz. U. 1994, nr 43